Normą jest ogół, nie margines. No nie jest to dla mnie aż tak oczywiste. Zawsze pociagał mnie margines i może dlatego wyprofilowałam własna drogę w baranie jajco z niezliczona ilością zakretów. Jest fajnie. Chociaż coś się dzieje. Może kiedyś zatocze krąg. To już drugi blog. Tamten sie zdezaktualizował. Chyba sam się zamknął. Jestem juz innym człowiekiem i nie zyje tylko życiem Małego człowieczka. Mały już nie taki Mały, więc nad czym się tu "spuszczać"? Kupki, zupki, pieluszki i nocne wędrówki sie zdezaktualizowały.
Ale do rzeczy. Od przeprowadzki z Pieknego miasta na W, do brzydszego, większego miasta na W. mineło pół roku. Zapierałam sie rekami i nogami. Trzy wróżki przepowiadały przeprowadzkę a ja robiłam wszystko, żeby sobie udowodnić, że nie mają racji. To sie stało. Tylko jedna zabroniła mi wracać do pracy w tym roku, bo rozpieprzy to rodzinę. Nie posłuchałam. Teraz trochę żałuję, bo sytuacja niepotrzebnie sie skomplikowała. Był plan budowy domu, za miesiąc pierwsza rocznica ślubu. Za 2 miechy nasze dziecko skończy trzy lata. Sielanka? Nie. Zachciało mi się wrócic do pracy, choć w domu było mi na prawde fajnie. Co gorsza znalazłam tą prace 400km od meza. Wyjechałam, zabrałam dziecko, dwie sukienki i dwa dni po rozpoczęciu pracy zakochałam się na zabój. Poznałam cudownego faceta. Nie bardzo wiem na ile jest cudowny a na ile mi sie wydaje, ale jest to egzemplarz jakiego zawsze szukałam. Pierwsze fajerwerki mamy już za sobą. Etap obserwacji i poznawania siebie w różnych zyciowych sytuacjach własnie przerabiamy. Razem pracujemy. W tym co robi jest najlepszy w Polsce, więc czerpię garściami te wiedzę i ciągle mi mało. Nie możemy się rozstać. Szef wymyślił nawet, że posadzi nas w jednym pokoju, żebyśmy przestali do siebie kursować. Dobrze, że tego nie zrobił, bo nie jesteśmy w stanie się skupić. Mam Go po swojej stronie i z wzajemnością. Codziennie czuję sie jak mała dziewczynka, która opiekuje się Dojrzały, Cudowny Mężczyzna. Często to ja przejmuje inicjatywę tej opieki. Dbamy o siebie. Mamy do siebie szacunek i nie możemy bez siebie żyć. Oczywiście w wymiarze przyjaźni, bo związkiem bym tego nie nazywała.
On - właśnie zdecydował się podpisac kontrakt menadżerski z moja firmą tylko po to, żeby stworzyć w niej dział dla nas i żeby mi pomóc w karierze. Ja, zdecydowałam sie przedłużyć niezbyt dobra umowę, tylko po to, żeby pracować z Nim. Uwielbiam Jego zapach, głos i mięsnie przedłokcia. On uwielbia mnie całą i każdą chwilę sam na sam. Nie rzucamy sie na siebie jak zwierzęta. Nie całujemy namiętnie jak tylko ktoś wyjdzie z socjala, albo z mojego pokoju. Nie chodzę do Niego do pokoju, żeby usiąśc w rozkroku i uwodzić. Możemy stać w milczeniu i wpatrywac się w siebie bez słowa odsunięci kilka metrów i często tylko po to do siebie przychodzimy. Chwilowe, niby przypadkowe muśnięcie ręka po karku, delikatne muśnięcie przez Jego wargi mojego nadgarstka albo czekająca na moim biurku gorąca kawa w kubku z wielkim sercem są nieocenione. Pomysłów jest wiele. Realizacja natychmiastowa. Po trzech tygodniach znajomości wyznaliśmy sobie miłość. Po miesiącu byłam gotowa wynając z Nim mieszkanie. Mój Mąż obraził się śmiertelnie, że Go "opuściłam" i że to zona powinna tuptać za Mężem a nie odwrotnie. Nawet jeśli to Ona ma zrezygnować z większych zarobków i samorealizacji. Pójście na całość byłoby totalnym szaleństwem. Stanie w rozkroku - mordęgą dla wszystkich. Niewiadome się mnożą. A mogłam nie wysłac tej cholernej CV do brzydkiego miasta na W. z którego wyjechałam 10 lat temu i do którego nigdy nie planowałam wracać.
Cudowny dreszcz ... życie bywa popieprzone, ale czy takie chwile można nazwać głupimi? No można? Nie wydaje mi się ..
OdpowiedzUsuńno to w końcu wiem co tak naprawdę się u Ciebie dzieje bo cos mi juz dawno smierdziało, życzę przede wszystkim szczęści w życiu nieważne z kim i nieważne jak byle szczęśliwie
OdpowiedzUsuń